28 grudnia 2012

#je est un autre


Była to tym razem kobieta, którą ujrzałem w mieście.
Mówiłem z nią, ona ze mną. Leżałem w łóżku, w ciemnościach. Powiedziano mi w pewnej chwili, że jest ona u mnie. I ujrzałem ją obok mnie, oddała mi się. Zaległa ciemność. Ogarnął mnie wielki niepokój,
Mnie okrywały łachmany, ona należała do wielkiego świata. Należało nakazać jej odejść, co za strapienie!
Posiadłem ją, pozwoliłem jej, prawie nagiej, upaść z łóżka. I, w mojej niewypowiedzianej słabości, spadłem na nią. I wciąż w ciemnościach tarzałem się wraz z nią wśród dywanów. Ogromna lampa w sąsiednim pokoju rozczerwieniła inną. Wtedy kobieta znikła.
Łez wylałem więcej niż Bóg mógłby żądać ich ode mnie. Wyszedłem do miasta, które nie miało granic. O utrudzenie! Czułem się zatopiony w głuchej nocy po ucieczce szczęścia. Była to jak gdyby noc zimowa ze śniegiem, pragnącym zdusić świat na zawsze.

26 listopada 2012

#narcyz


Człowiek żyje jeden obok drugiego lata całe i nie wie o nim nic. Żyje między najbliższymi jak w ciemności. Zaledwie siebie zna – i to źle, źle siebie sądzi. Jakże może sądzić innych? Co można naprawdę wiedzieć o ludziach z ich czynów, z ich słów – kiedy nie wiadome są myśli?
 Siedzisz tu, naprzeciwko mnie – i tak się patrzymy na siebie. Gdybym sądziła po czynach, po twojej dobroci – mogłabym myśleć, że mnie kochasz, prawda? Że nie pamiętasz mi nic…

Tak, trudno jest wiedzieć coś o drugim człowieku.

1 listopada 2012

#act 2, scene 2


By a name
I know not how to tell thee who I am.
My name, dear saint, is hateful to myself
Because it is an enemy to thee.
Had I it written, I would tear the word



My ears have not yet drunk a hundred words
Of that tongue’s uttering, yet I know the sound.
Art thou not Romeo, and a Montague?



Neither, fair maid, if either thee dislike.


How camest thou hither, tell me, and wherefore?
The orchard walls are high and hard to climb,
And the place death, considering who thou art,
If any of my kinsmen find thee here.



With love’s light wings did I o'erperch these walls,
For stony limits cannot hold love out,
And what love can do, that dares love attempt.
Therefore thy kinsmen are no stop to me.



If they do see thee they will murder thee.


Alack, there lies more peril in thine eye
Than twenty of their swords. Look thou but sweet,
And I am proof against their enmity.



I would not for the world they saw thee here.


I have night’s cloak to hide me from their eyes,
And but thou love me, let them find me here.
My life were better ended by their hate
Than death proroguèd, wanting of thy love.


14 października 2012

#cream of wheat






widzisz, bo to jest ta pierdolona polska moralność. dymanie pod kołdrą, po ciemku, wiesz, w niedzielę do kościoła, zakrywanie dzieciom oczu jak się suszą majtki na kaloryferze, a z drugiej strony wiesz, szesnastoletnie ciąże, siedemnastoletnie śluby. i ludzie chodzą sfrustrowani, wiesz, nie wiedzą co ich naprawdę cieszy./ zrób mi jakąś krzywdę


11 września 2012

#abasia atactica


w moim barbarzyńskim języku
kwiaty nazywają się kwiaty
i o powietrzu mówię powietrze
i stąpając po kostkach bruku
obcasami wystukuję
bruk bruk bruk
i mówię kamień tak miękko
jak gdyby kamień był aksamitem
i wtulam twarz w twoją szyję
jak gdyby rosło tam ciepłe futro kota
(...)

7 września 2012

#august
















Człowiek przeżywa wszystko po raz pierwszy i bez przygotowania. To tak, jakby aktor grał przedstawienie bez żadnej próby. Cóż może być warte życie, jeśli pierwsza próba już jest życiem ostatecznym? Dlatego życie zawsze przypomina szkic. Ale nawet szkic nie jest właściwym określeniem, bo szkic to zawsze zarys czegoś, przygotowanie do obrazu, gdy tymczasem szkic, jakim jest nasze życie, to szkic bez obrazu, szkic do czegoś, czego nie będzie.

5 września 2012

#charles

widzę cię jak drobniutkimi niebieskimi dłońmi
pijesz z ulicznej studzienki, nie , twoje dłonie nie są drobniutkie
są małe, a studzienka jest we Francji
skąd napisałaś do mnie ten ostatni list, ja
odpowiedziałem i nie miałem już nigdy od ciebie wiadomości.
pisywałaś szalone wiersze o
ANIOŁACH I BOGU, całe wersalikami, znałaś
sławnych artystów, większość z nich
była twoimi kochankami, odpisałem ci : w porządku,
ciągnij to wkraczaj w ich życie, nie jestem zazdrosny
bo nigdy się nie spotkaliśmy, raz byliśmy blisko siebie w
Nowym Orleanie, dzieliło nas kilka domów, ale nigdy nie spotkaliśmy się,
nigdy
nie dotknęli, chodziłaś więc ze sławnymi i pisałaś
o sławnych i oczywiście odkryłaś
że sławnym zależy na
sławie, a nie na ślicznej młodej dziewczynie, która poszła z nimi
do łóżka, która daje im to właśnie, a potem budzi się
rano i pisze samymi wersalikami wiesze o
ANIOŁACH i BOGU, wiemy, że Bóg umarł, powiedziano
nam o tym, czytając ciebie nie byłem tego całkiem pewny.
może
to kwestia wersalików, byłaś jedną z najlepszych
poetek i powtarzałem wydawcom,
redaktorom: "drukujcie ją , drukujcie, jest szalona, ale ma w sobie
magię, w jej pasji nie ma kłamstwa". kochałem cię
jak mężczyzna kocha kobietę, której nigdy nie dotknął, z którą tylko
koresponduje i trzyma jej fotografie, kochałbym cię
bardziej, gdybym siedział kiedyś w jakimś pokoiku, robił sobie
skręta i słuchał jak sikasz w łazience,
ale nic takiego się nie stało. twoje listy były coraz smutniejsze.
kochankowie cię zdradzali. dziecino- odpisałem-kochankowie
zawsze zdradzają. to cię nie pocieszyło. napisałaś
że masz taką ławkę płaczu, ta ławka jest koło mostu, a
most łączy brzegi rzeki, co wieczór siadasz na ławce
i płaczesz przez kochanków, którzy cię zranili i zapomnieli, odpisałem,
ale nigdy już nie dostałem
od ciebie wiadomości. pewien przyjaciel napisał mi o twoim samobójstwie
3 albo 4 miesiące po nim. gdybym cię spotkał
pewnie bym cię skrzywdził albo ty byś skrzywdziła
mnie. tak byłoby najlepiej.

/milość to piekielny pies, charles bukowski/